Nie wszystko musisz kontrolować. Jak odzyskać spokój, kiedy życie nie idzie zgodnie z planem?
Lubimy mieć poczucie, że wiemy, co wydarzy się za chwilę. Planujemy, przewidujemy, przygotowujemy się na różne możliwości. Dzięki temu codzienność wydaje się bardziej uporządkowana, a my mamy poczucie, że jesteśmy w stanie sobie poradzić.
Problem zaczyna się wtedy, kiedy życie przestaje podążać zgodnie z naszym planem.
Niespodziewana zmiana, trudna rozmowa, problemy w pracy, konflikt z bliską osobą czy wydarzenie, którego nie mogliśmy przewidzieć, mogą szybko uruchomić potrzebę odzyskania kontroli. Zaczynamy analizować sytuację, przewidywać kolejne wydarzenia i szukać sposobu, żeby zabezpieczyć się przed każdym możliwym scenariuszem.
Tylko że nie wszystko można przewidzieć. I nie wszystko można kontrolować.
Dlaczego tak bardzo potrzebujemy kontroli?
Poczucie kontroli jest ważnym elementem naszego bezpieczeństwa. Kiedy wiemy, czego możemy się spodziewać i mamy wpływ na to, co się wydarzy, łatwiej nam podejmować decyzje i radzić sobie z codziennymi trudnościami.
Dlatego utrata kontroli może być dla nas stresująca. Pojawia się niepewność, a wraz z nią pytania: „Co będzie dalej?”, „Czy sobie poradzę?”, „Co powinienem zrobić?”, „A co, jeśli wydarzy się coś złego?”.
Umysł próbuje znaleźć odpowiedzi, ponieważ przewidywalność daje mu poczucie bezpieczeństwa.
Nie oznacza to jednak, że każda analiza jest czymś złym. Przemyślenie problemu i zaplanowanie działania może być bardzo pomocne. Trudność pojawia się wtedy, kiedy myślenie przestaje prowadzić do działania, a zaczyna być próbą uzyskania pewności, której w danej sytuacji po prostu nie możemy mieć.
Kiedy kontrola zaczyna zwiększać stres?
Wyobraź sobie, że czekasz na ważną wiadomość. Możesz sprawdzić telefon raz czy dwa i odpowiedzieć, kiedy wiadomość przyjdzie. Możesz też sprawdzać go co kilka minut, analizować każde możliwe znaczenie ciszy i zastanawiać się, co druga osoba może w tej chwili myśleć.
W obu przypadkach sytuacja zewnętrzna jest dokładnie taka sama.
Różnica polega na tym, ile energii poświęcasz próbie uzyskania kontroli nad czymś, czego w danym momencie kontrolować nie możesz.
Podobnie działa zamartwianie się. Kolejne rozważanie możliwych scenariuszy może dawać chwilowe poczucie, że przygotowujemy się na przyszłość. Jeśli jednak nie prowadzi do żadnego konkretnego działania, może jedynie utrzymywać naszą uwagę na zagrożeniu i przedłużać stan napięcia.
Niepewność nie oznacza zagrożenia
To szczególnie ważne, ponieważ nasz umysł nie zawsze dobrze znosi brak odpowiedzi.
„Nie wiem, co się wydarzy” może bardzo łatwo zamienić się w „pewnie wydarzy się coś złego”.
Tymczasem są to dwie zupełnie różne informacje.
Nie wiemy, jak potoczy się rozmowa, czy nowa praca okaże się dobrym wyborem, jak ktoś zareaguje na naszą decyzję. Nie wiemy, co wydarzy się za miesiąc.
Sam brak wiedzy nie jest jednak dowodem na to, że wydarzy się coś złego.
Czasami największym wyzwaniem nie jest więc znalezienie odpowiedzi, ale wytrzymanie pewnego poziomu niepewności bez ciągłego próbowania jej usunąć.
Zastanów się, na co naprawdę masz wpływ
Kiedy sytuacja zaczyna nas przytłaczać, pomocne może być bardzo proste ćwiczenie.
Zapytaj siebie:
Na co mam wpływ?
Możesz mieć wpływ na swoje decyzje, zachowanie, sposób komunikowania się, przygotowanie do określonej sytuacji czy to, co zrobisz w najbliższym czasie.
Następnie zapytaj:
Na co nie mam wpływu?
Być może znajdą się tutaj decyzje innych ludzi, to, co już się wydarzyło, opinie innych osób albo wydarzenia, których nie jesteś w stanie przewidzieć.
Pomiędzy tymi dwoma obszarami znajduje się jeszcze wiele rzeczy, na które masz częściowy wpływ. Możesz przygotować się do rozmowy, ale nie zdecydujesz, co powie druga osoba. Także możesz zadbać o swoje zdrowie, ale nie masz pełnej kontroli nad funkcjonowaniem własnego organizmu. Możesz zaplanować podróż, ale nie jesteś w stanie przewidzieć wszystkiego, co wydarzy się po drodze.
To rozróżnienie pomaga skierować energię tam, gdzie rzeczywiście może ona coś zmienić.
Akceptacja nie oznacza rezygnacji
Kiedy mówimy o odpuszczaniu kontroli, łatwo pomyśleć, że oznacza ono bierność. Tymczasem zaakceptowanie czegoś nie oznacza, że nam się to podoba albo że przestajemy działać.
Akceptacja oznacza przede wszystkim uznanie rzeczywistości takiej, jaka jest w danym momencie.
Jeżeli wydarzyło się coś, czego nie możemy już cofnąć, możemy oczywiście długo zastanawiać się, co można było zrobić inaczej. Możemy też wyciągnąć wnioski i zdecydować, co zrobimy teraz.
Jeżeli nie mamy wpływu na decyzję innej osoby, możemy próbować ją przekonać, porozmawiać z nią i wyrazić swoje stanowisko. Nie możemy jednak zagwarantować, że podejmie decyzję zgodną z naszym oczekiwaniem.
Akceptacja pozwala więc oddzielić działanie od walki z rzeczywistością.
Nie wszystko musi być rozwiązane od razu
Kiedy pojawia się problem, często chcemy jak najszybciej doprowadzić do momentu, w którym wszystko będzie jasne i uporządkowane.
Nie zawsze jest to możliwe.
Czasami sytuacja potrzebuje czasu, musimy poczekać na informacje, których jeszcze nie mamy. Czasami rozwiązanie pojawi się dopiero po kilku kolejnych krokach.
W takich momentach warto zamiast pytać: „Jak mam sprawić, żeby wszystko było dobrze?”, zapytać:
„Co mogę zrobić teraz?”
To może być bardzo mała rzecz. Wykonać telefon. Odbyć rozmowę. Zapisać najważniejsze informacje. Zająć się jednym zadaniem. Pójść na spacer. Położyć się spać zamiast po raz kolejny analizować ten sam problem.
Nie zawsze potrzebujemy znać całą drogę. Czasami wystarczy wiedzieć, jaki będzie następny krok.
Co możemy zrobić z tym, czego nie kontrolujemy?
Nie istnieje sposób, który pozwoli całkowicie pozbyć się niepewności. Nie możemy też zagwarantować sobie, że życie zawsze będzie przebiegało zgodnie z naszymi planami.
Możemy jednak nauczyć się inaczej reagować na sytuacje, w których tracimy poczucie kontroli.
Zauważać moment, w którym kolejne analizowanie przestaje być pomocne, rozdzielać rzeczy zależne od nas od tych, na które nie mamy wpływu. Możemy podejmować konkretne działania tam, gdzie rzeczywiście coś od nas zależy, i stopniowo uczyć się akceptować to, czego zmienić nie możemy.
Nie chodzi o to, żeby przestać planować.
Nie chodzi też o to, żeby przestać się martwić.
Chodzi o znalezienie granicy między rozsądnym przygotowaniem a próbą kontrolowania całego świata.
Bo życie czasami naprawdę nie pójdzie zgodnie z planem. Ktoś podejmie decyzję, której się nie spodziewaliśmy. Pojawi się problem, którego nie mogliśmy przewidzieć. Coś ważnego się skończy albo coś nowego zacznie się znacznie wcześniej, niż byliśmy na to gotowi.
Nie mamy wpływu na wszystko, co pojawi się na naszej drodze.
Mamy jednak wpływ na to, co zrobimy z tym, co już się pojawiło.
I czasami odzyskanie spokoju nie polega na odzyskaniu pełnej kontroli.
Polega na zaakceptowaniu, że jej nie potrzebujemy, żeby zrobić kolejny krok.