Objawy to nie tylko to, co widać – jak je rozumieć w praktyce
Kiedy myślimy o zaburzeniach psychicznych, bardzo często skupiamy się na tym, co najbardziej widoczne. Na zachowaniu, na słowach, na tym, co ktoś robi albo mówi. To właśnie te elementy najłatwiej zauważyć, nazwać i – co ważne – ocenić. W przypadku schizofrenii ten mechanizm działa szczególnie silnie, ponieważ objawy, które przebijają się na zewnątrz, bywają dla otoczenia niezrozumiałe, a czasem wręcz budzące lęk.
A jednak to, co widzimy, jest tylko fragmentem.
W psychiatrii używa się pojęć „objawów pozytywnych” i „objawów negatywnych”. Choć te nazwy mogą sugerować coś wartościującego – coś lepszego lub gorszego – w rzeczywistości nie mają z tym nic wspólnego. „Pozytywne” oznacza tutaj „dodatkowe”, czyli takie, które pojawiają się ponad to, co uznajemy za typowe funkcjonowanie. „Negatywne” natomiast odnoszą się do tego, co znika, wycofuje się lub ulega osłabieniu.
I to rozróżnienie, choć na pierwszy rzut oka proste, ma ogromne znaczenie dla zrozumienia tego, co przeżywa osoba chorująca.
To, co się pojawia – objawy pozytywne
Objawy pozytywne są zazwyczaj tym, co najbardziej przyciąga uwagę. To one sprawiają, że ktoś zaczyna mówić do siebie, reagować na bodźce, których inni nie odbierają, albo tworzyć przekonania, które z zewnątrz wydają się oderwane od rzeczywistości.
Mówimy tutaj między innymi o omamach – czyli odbieraniu bodźców, które nie istnieją w świecie zewnętrznym – oraz o urojeniach, czyli bardzo silnych przekonaniach, które trudno podważyć, nawet jeśli nie mają oparcia w tym, co widzą inni.
Najczęściej myślimy o głosach. I rzeczywiście – omamy słuchowe są jednymi z najczęstszych doświadczeń, ale omamy mogą dotyczyć tak naprawdę każdego zmysłu. Warto jednak zatrzymać się na chwilę i spróbować zrozumieć, czym one właściwie są.
To nie jest „wyobrażanie sobie” głosu.
To nie jest coś, co można po prostu zignorować.
To doświadczenie bardzo realne – tak, jak realny jest dla nas dźwięk dochodzący z zewnątrz. Głos może być wyraźny, mieć konkretny ton, emocje, może coś komentować, oceniać, czasem rozmawiać. Dla osoby, która go słyszy, nie ma w tym nic „jak gdyby” – to jest coś, co się naprawdę wydarza w jej odbiorze.
Podobnie jest z urojeniami. Z zewnątrz często słyszymy: „to nieprawda”, „to się nie wydarzyło”, „to jest nierealne”. Ale dla osoby w tym doświadczeniu te przekonania są spójne i logiczne. Układają się w pewną całość, która tłumaczy świat wokół.
Jeśli ktoś ma poczucie, że jest obserwowany, śledzony czy zagrożony, to nie jest to abstrakcyjna myśl. To jest doświadczenie, które uruchamia realne emocje – lęk, napięcie, czujność. W takim stanie ciało reaguje tak, jakby zagrożenie rzeczywiście istniało.
I to jest moment, w którym łatwo o niezrozumienie.
Bo z zewnątrz widzimy tylko zachowanie – napięcie, wycofanie, czasem pobudzenie. Nie widzimy tego świata, który dla tej osoby jest aktualnie rzeczywisty.
Dlatego tak ważne jest to rozróżnienie:
to nie jest brak logiki.
To jest inna logika doświadczenia.
Świat osoby w psychozie nie jest chaotyczny od środka. On jest uporządkowany, tylko według innych zasad niż te, które znamy. I właśnie dlatego próby prostego „wyprowadzenia z błędu” bardzo często nie przynoszą efektu. Bo nie odnoszą się do tego, co ta osoba naprawdę przeżywa.
Zrozumienie tego nie oznacza zgody na wszystko, co się dzieje.
Ale zmienia sposób patrzenia.
Zamiast widzieć „dziwaczne zachowanie”, zaczynamy dostrzegać próbę poradzenia sobie z czymś, co jest bardzo intensywne i często przytłaczające.
I to jest zupełnie inny punkt wyjścia do dalszego kontaktu.
To, co znika – objawy negatywne
Znacznie rzadziej mówi się o objawach negatywnych, choć to one często w największym stopniu wpływają na codzienne funkcjonowanie.
To właśnie tutaj pojawia się wycofanie z życia, spadek energii, trudność w podejmowaniu działań, brak motywacji czy ograniczenie odczuwania emocji. Osoba może przestać wychodzić z domu, przestać interesować się tym, co wcześniej było dla niej ważne, mieć trudność w nawiązywaniu relacji albo w wykonywaniu nawet prostych czynności.
Z zewnątrz bywa to interpretowane jako lenistwo, brak chęci, brak zaangażowania.
A jednak to nie jest kwestia wyboru.
To raczej doświadczenie, w którym coś, co wcześniej było dostępne – energia, motywacja, ciekawość świata – przestaje być osiągalne w taki sam sposób jak wcześniej. To nie jest „nie chce mi się”. To jest raczej „nie jestem w stanie”.
I to rozróżnienie zmienia bardzo dużo.
Dlaczego to takie ważne
Jeśli widzimy tylko objawy pozytywne, łatwo wpaść w przekonanie, że schizofrenia to przede wszystkim „dziwaczne zachowanie”. Jeśli zauważymy tylko objawy negatywne, możemy błędnie uznać, że chodzi o brak wysiłku czy zaangażowania.
Dopiero kiedy zobaczymy jedno i drugie – to, co się pojawia i to, co znika – zaczynamy rozumieć pełniejszy obraz.
A razem z tym pojawia się też coś jeszcze ważniejszego: możliwość zmiany sposobu reagowania.
Zamiast:
- poprawiania – więcej ciekawości.
- oceniania – więcej uważności.
- pośpiechu – więcej przestrzeni.
To, czego nie widać
Najważniejsze jednak pozostaje to, że zarówno objawy pozytywne, jak i negatywne są tylko zewnętrznym przejawem czegoś głębszego.
Pod spodem bardzo często znajduje się silne napięcie, lęk, poczucie zagubienia albo utraty bezpieczeństwa. Coś, czego nie widać od razu, a co w dużej mierze organizuje całe to doświadczenie.
I być może właśnie od tego warto zaczynać.
Nie od prób szybkiego wyjaśnienia czy naprawienia sytuacji, ale od próby zobaczenia, że za tym, co obserwujemy, stoi czyjeś przeżycie. Często trudne, często przytłaczające, ale mające swoją logikę i swój sens.
Na koniec
Rozumienie objawów to nie tylko kwestia wiedzy. To również kwestia perspektywy.
Im bardziej jesteśmy w stanie zobaczyć, że to, co z zewnątrz wydaje się niezrozumiałe, ma swoje wewnętrzne uzasadnienie, tym łatwiej zrobić miejsce na coś więcej niż ocenę.
Na obecność, spokój i próbę bycia obok.
I czasem to właśnie od tego zaczyna się realna pomoc.