To nie jest lenistwo – dlaczego motywacja w chorobie znika
Dlaczego motywacja znika? Są takie momenty, w których z zewnątrz wszystko wygląda dość prosto. Ktoś przestaje wychodzić z domu, nie wraca do pracy, nie robi rzeczy, które wcześniej były dla niego naturalne.
I bardzo szybko pojawia się interpretacja: „nie chce mu się”.
To jest jedna z najczęstszych pomyłek w rozumieniu zaburzeń psychicznych, szczególnie w kontekście schizofrenii i doświadczeń psychotycznych. Bo to, co z zewnątrz wygląda jak brak chęci, bardzo często jest jednym z kluczowych objawów choroby.
Motywacja to nie tylko decyzja
W potocznym rozumieniu motywacja kojarzy się z decyzją. Z czymś, co można „uruchomić”, jeśli tylko się postaramy. Dlatego też pierwszym odruchem otoczenia są hasła „Weź się w garść.”; „Zrób pierwszy krok.”; „Musisz chcieć.”
Tyle że motywacja nie działa niestety w ten sposób. To nie jest pojedynczy mechanizm, który można włączyć lub wyłączyć w dowolnym momencie. To raczej efekt współdziałania wielu elementów: energii, poczucia bezpieczeństwa, zdolności do odczuwania przyjemności, a także przekonania, że to, co robimy, ma sens.
Kiedy któryś z tych elementów zaczyna się rozpadać, motywacja przestaje być dostępna w taki sposób, jak wcześniej.
Objawy, których prawie nie widać
W schizofrenii bardzo dużo mówi się o psychozie, omamach czy urojeniach. To właśnie te objawy są najbardziej widoczne dla otoczenia. Dużo rzadziej mówi się o tzw. objawach negatywnych, a to właśnie one często najmocniej wpływają na codzienne życie.
To między innymi wycofanie, trudność w działaniu, ograniczenie emocji, spadek energii czy utrata motywacji. Osoba może coraz mniej wychodzić z domu, rezygnować z kontaktów, przestawać interesować się rzeczami, które wcześniej były ważne albo sprawiały przyjemność.
Z zewnątrz bardzo łatwo odebrać to jako lenistwo, brak zaangażowania albo „odpuszczenie życia”. Tylko że bardzo często nie ma tam wyboru.
To nie wygląda tak, że ktoś po prostu nie chce czegoś zrobić. Bardziej jakby stopniowo tracił dostęp do energii potrzebnej, żeby w ogóle zacząć działać. Nawet proste rzeczy potrafią wtedy wymagać ogromnego wysiłku, a z czasem traci nawet myśli, że coś takiego można zrobić (brak inicjatywy, jest także objawem, a nie np. „robieniem na złość”).
I właśnie to bywa trudne do zrozumienia dla otoczenia.
Bo większość z nas zna zmęczenie albo chwilowy brak motywacji. Ale tutaj mówimy o czymś dużo głębszym i bardziej trwałym. O stanie, w którym człowiek często sam nie rozumie, dlaczego wszystko zaczęło go aż tyle kosztować.
Kiedy znika poczucie sensu
Bardzo trudno robić cokolwiek, kiedy przestaje się czuć sens działania. Nie chodzi tutaj tylko o wielkie pytania o sens życia, a częściej o dużo prostsze rzeczy.
Po co mam …wychodzić z domu? …wracać do pracy? …starać się, skoro i tak wszystko się rozsypało?
Po doświadczeniu kryzysu psychicznego wiele osób mówi o takim poczuciu, jakby świat stracił swoją oczywistość. Rzeczy, które wcześniej były naturalne, jak plany, relacje, codzienne obowiązki, nagle przestają być czymś, co „ciągnie” człowieka do przodu, a to często wygląda z zewnątrz jak rezygnacja. Ale bardzo często pod spodem jest coś innego: zagubienie.
Bo kryzys psychiczny potrafi bardzo mocno naruszyć sposób, w jaki człowiek myśli o sobie i swoim życiu. O tym, kim jest. Czy można sobie ufać? Jak dalej normalnie funkcjonować? Czy przyszłość w ogóle istnieje w takim kształcie, jaki wcześniej się widziało?
W takim stanie trudno oczekiwać, że ktoś po prostu „wróci do działania”. Najpierw często trzeba odzyskać coś bardziej podstawowego, poczucie, że cokolwiek jeszcze może mieć znaczenie. To natomiast zazwyczaj nie dzieje się szybko. Czasem zaczyna się od bardzo małych rzeczy. Od jednej relacji, spokojniejszego dnia, poczucia, że nie trzeba już cały czas walczyć o przetrwanie.
Kiedy wszystko kosztuje więcej
Warto też zobaczyć, jak zmienia się „koszt” działania. To, co wcześniej było proste, jak wyjście z domu, rozmowa, wykonanie jakiegoś obowiązku, może zacząć wymagać znacznie większego wysiłku, czego nie zawsze widać z zewnątrz.
Ale z perspektywy osoby, która tego doświadcza, to nie jest kwestia „zrobienia czegoś”, to często jest przekroczenie bardzo dużej wewnętrznej bariery.
Dlaczego „weź się w garść” nie działa
W tym kontekście łatwo zobaczyć, dlaczego proste komunikaty nie przynoszą efektu. Bo zakładają, że problemem jest brak decyzji, a tymczasem problemem jest brak zasobów, które pozwalają tę decyzję wprowadzić w życie.
To trochę tak, jakby oczekiwać biegu od kogoś, kto nie ma siły wstać.
Co w takim razie pomaga
Nie ma jednego rozwiązania ,ale są rzeczy, które mogą stopniowo przywracać możliwość działania. Małe kroki, które nie przeciążają, jak struktura dnia, która daje oparcie, relacje, które nie wymagają, ale są obecne i dają bezpieczeństwo i przede wszystkim – zmiana sposobu patrzenia. Z „dlaczego on nic nie robi?” na „co sprawia, że to jest dla niego tak trudne?”
To rozróżnienie, między brakiem chęci a brakiem możliwości, zmienia bardzo dużo. Pozwala zobaczyć, że za tym, co z zewnątrz wygląda jak wycofanie, może stać doświadczenie przeciążenia, braku energii i utraty sensu, a to zupełnie inny punkt wyjścia do rozmowy, wsparcia i leczenia.
Na koniec
Motywacja nie zawsze znika dlatego, że ktoś nie chce. Czasem znika dlatego, że coś w środku przestaje działać tak, jak wcześniej i być może to właśnie od tego warto zaczynać, od próby zrozumienia, zanim pojawi się ocena.