nadużycia

Odczarowanie psychoterapii czyli o nadużyciach i bezkarności terapeutów słów kilka.

Coraz częściej słychać głosy osób, które uważają się za ofiary psychoterapii. Zaczynają wprost mówić o nadużyciach, jakich dopuścili się wobec nich terapeuci. Wywołane przez ten temat refleksje zatrzymały mnie z nagrywaniem oraz publikowaniem nowych treści w ostatnim czasie. Mam duży dylemat co do odpowiedzialności jaka leży u podłoża mojego zawodu. Nie mam zamiaru bronić za wszelką cenę terapeutów. Niestety, ale jestem przekonany, że do tego typu praktyk dochodzi i to zapewne nie są jednostkowe przypadki. Bardzo niepokoi mnie fakt, że sama społeczności terapeutów raczej stara się unikać tego tematu, zamykać oczy i udawać, że nic się nie dzieje. Trzeba jednak brać pod uwagę również to, że nagłośnienie przez klienta tego typu sytuacji nie oznacza również, że jest to prawda. I tutaj jest wielki problem, jak tego typu sytuację w ogóle możemy rozstrzygać. Nie można bezgranicznie ufać ani słowom terapeuty (który mógł całkiem świadomie przekroczyć pewne granica albo wręcz złamać prawo), ani też klienta (który mógł przelać swoje bardzo trudne emocje na terapeutę i postanowić go „zniszczyć”). To jest największy problem obecnego statusu prawnego psychoterapii (a w zasadzie jego braku, taki zawód formalnie wg prawa nie istnieje). Konsekwencją tego jest brak jakiejkolwiek kontroli i przysłowiowego bata w postaci utraty prawa wykonywania zawodu, czy też udowodnienia błędu w sztuce (tak jak w przypadku lekarzy). Oczywiste jest, że same przepisy nie załatwiłyby sprawy, byłyby natomiast bazą, do której można by się zawsze odwołać. Sytuacja w tej branży wygląda zapewne jak w każdym innym zawodzie, możemy spotkać rzetelnych specjalistów, którzy w najlepszej wierze starają się nam pomóc, jak i osoby chcące jedynie żerować na kliencie, nieznające się za bardzo na swoim fachu. Jest to jednak zawód zaufania publicznego i choćby w związku z tym powinien być bardziej uregulowany.

Piszę to z kilku powodów, po pierwsze dlatego, że w dalszym ciągu nie mówi się o tym wystarczająco głośno, co utwierdza pseudoterapeutów w swojej bezkarności. Niestety udowodnienie nadużycia ze strony terapeuty jest praktycznie niemożliwe, a na pewno bardzo trudne. A luki w prawie sprawiają, że można swoich racji dochodzić jedynie na stopie pozwu cywilnego. Przez to, że terapia odbywa się za zamkniętymi drzwiami, nie ma świadków, którzy mogliby pomóc w ocenie sytuacji. Pozostaje jedynie słowo przeciwko słowu, a tutaj terapeuta jest niestety na lepszej pozycji, jako specjalista. Działa to także naturalnie w drugą stronę. Nie raz miałem okazję spotkać się z oczernianiem terapeuty przez pacjenta, wynikającym z jego emocji i chęci zdewaluowania postaci terapeuty, a nie z faktycznych nadużyć, które się wydarzyły. Coraz częściej też można zobaczyć tego typu wypowiedzi choćby w mediach społecznościowych. Nie ważna jest wtedy prawda, pewna opinia o danym terapeucie już poszła w świat. Uważam, że sposobem zabezpieczenia się w przed tego typu doświadczeniem z perspektywy klienta może być zapytanie terapeuty o to, czy poddaje swoją pracę regularnej superwizji (czyli spotkaniom z bardziej doświadczonym terapeutą, którego zadaniem jest kontrola pracy danej osoby oraz pomoc w pracy z trudniejszymi klientami). Oczywiście, że sprawy to nie rozwiązuje, jednak może świadczyć o rzetelności i profesjonalizmie terapeuty.

Po drugie, mam poczucie, że ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co jest faktycznie nadużyciem ze strony terapeuty. To jest bardzo obszerne hasło, które bardzo źle się kojarzy. Dlatego też chciałbym odrobine wyjaśnić, co przez „nadużycie” rozumiemy. Z jednej strony są to oczywiście sytuacje podpadające pod kodeks karny jak przemoc (fizyczna, psychiczna, czy seksualna), stalking, czy cokolwiek innego. Myślę, że to jest akurat jasne. Nikt nie ma prawa nas dotknąć fizycznie bez naszej wiedzy i zgody. Są owszem terapie skoncentrowane na pracy z ciałem, gdzie jakiś rodzaj kontaktu fizycznego jest dopuszczalny i konieczny, ale powinien być on jasno omówiony z klientem przed podjęciem terapii oraz uzyskana naturalnie jego zgoda na taki rodzaj oddziaływań. Czasem może też dojść do przytulenia w jakimś wrażliwym momencie terapii lub na koniec procesu terapeutycznego, ale nie powinno to raczej wychodzić z inicjatywy terapeuty. Co jeszcze natomiast może być nadużyciem? Gra na emocjach klienta, jeżeli czujesz się w jakiś sposób wykorzystywany emocjonalnie, manipulowany przez terapeutę, wydaje Ci się, że przekracza jakieś Twoje granice, to nie jest to ok. Bardzo ważne, żeby poruszać ten temat z terapeutą. Może być tak, że faktycznie zagalopował się w swoim toku pracy, a może być tak, że jego sposób działania ma odnieść konkretny skutek terapeutyczny i można to wspólnie nazwać i omówić. Klient przeżywa w trakcie procesu terapeutycznego bardzo różne emocje, włącznie z nienawiścią lub miłością skierowanymi do terapeuty. Nic w tym złego nie ma, jest to naturalnym element pracy, rolą terapeuty jest pomieścić te emocje, nazywać je i pokazywać klientowi, aby bardziej świadomie się z nimi obchodził i zrozumiał, skąd one się biorą. Gdy terapeuta daje się ponieść takim emocjom, to jest to przekroczenie granic, może pojawić się jakiś rodzaj flirtu, czy wręcz uwodzenia klienta, lub bardzo silna złość i np. zmiana stosunku do niego, ironizowanie, czy też atakowanie. I tutaj ponownie należy o tym rozmawiać. Wszyscy jesteśmy tylko ludźmi i takie sytuacje mogą się zdarzyć. Jednak jeżeli zwrócimy uwagę terapeucie na to jak się czujemy z nim w kontakcie, jest szansa, aby wszystko wyprostować. Może także oczywiście pojawić się zaprzeczenie ze strony terapeuty, bez żadnych wyjaśnień i jeżeli tego typu zachowania nie skończą się, to uważam, że trzeba zmienić terapeutę. Także np. kontaktowanie się z pacjentem pomiędzy sesjami (jeżeli oczywiście nie było to zawarte w kontrakcie) w celach bardziej osobistych niż zawodowych (typu odwołanie spotkania) jest przekraczaniem granic. Tutaj istotny wydaje się także temat kontaktów prywatnych między klientami a terapeutami. W trakcie trwania terapii nie powinno być mowy o żadnym kontakcie prywatnym/osobistym, typu spotkania towarzyskie, czy też wyświadczanie sobie wzajemnie przysług, to wszystko wpływa i zaburza relację terapeutyczną i cały proces leczenia. Innym jeszcze przykładem przekroczenia granic ze strony terapeuty może być, to kiedy więcej mówi o sobie samym, niż rozmawia o pacjencie. To może błaha sprawa, ale wiem, że czasem się zdarza i nie jest raczej częścią procesu terapeutycznego.

Z drugiej zupełnie strony, nadużyciem nie jest to, co nie spodobało się klientowi, z tego co usłyszał. Rolą terapeuty jest konfrontowanie pacjenta z jego bolesnymi przeżyciami i doświadczeniami, co zazwyczaj jest bardzo trudne do przyjęcia. Także, ważne jest to, aby sprawdzać, czy ja się z tym, co usłyszałem, faktycznie zupełnie nie zgadzam i jest to chybiona interwencja terapeuty, czy po prostu ciężko mi przyjąć trudną prawdę o sobie albo o moich bliskich i dlatego zaprzeczam. Często tak jest, że kiedy słyszymy coś niewygodnego na nasz temat, to negujemy to i wypieramy ze świadomości. Dlatego tak istotnie jest, aby nie oburzać się i nie odbierać tego typu wypowiedzi jako agresji lub ataku ze strony terapeuty.

Ogólnie, rzecz biorąc terapeuta też człowiek, ma swoje gorsze chwile i osobiste problemy i pewne tego typu zachowania mogą się czasem pojawić (naturalnie oprócz przemocy), jeżeli jednak powtarzają się one regularnie, a rozmowa o nich nie przynosi żadnego efektu, to należy zmienić terapeutę i zakończyć ten kontakt.

Po trzecie kwestia edukacji młodych psychoterapeutów. Przy obecnym stanie prawnym uważam, że jedynym „batem” odpowiedzialności nad terapeutami może być bardzo mocny kręgosłup moralny, który powinniśmy kształtować w studentach. Owszem, na wszystkich studiach oraz szkoleniach terapeutycznych możemy znaleźć przedmioty takie jak „etyka zawodu”, są one jednak bardzo bagatelizowane przez studentów i prowadzone w raczej mało fascynujący sposób (zazwyczaj). Ważne jest to, aby podkreślać odpowiedzialność, jaka płynie z wykonywania tego zawodu. Mam poczucie, że część terapeutów zachłystuje się „wyjątkowością” bycia terapeutą i poczuciem omnipotencji, posiadania pewnej „tajemnej” wiedzy większej od reszty społeczeństwa. Jest to bardzo złudne odczucie, które usypia naszą czujność związaną z odpowiedzialnością za drugiego człowieka. Wynika to w dużej mierze z procesu kształcenia, gdzie niejednokrotnie tego typu wyjątkowość podkreśla się subtelnie, a skutkuje to, utratą zdrowego krytycyzmu i dystansu do tego, czego się uczymy.

Po czwarte potencjalni klienci nie zdają sobie sprawy do końca, jakie wykształcenie powinien mieć psychoterapeuta, a przez brak formalnych wymagań prawnych jest bardzo istotnym, aby samem sprawdzać z kim mamy do czynienia. Na temat wykształcenia terapeutów i kontrowersji wokół niego można by dużo pisać. Zapraszam na instragram, gdzie szerzej w przejrzystych infografikach postaram się wskazać podstawowe wymagania co do procesu stawania się psychoterapeutą.

Każdy z tych tematów zasługuje na oddzielny artykuł albo nawet szereg publikacji. Trzeba jednak od czegoś zacząć. J Postaram się powoli rozwijać wątki związane z etyką zawodową psychoterapeutów, ponieważ, jak starałem się w skrócie udowodnić powyżej, jedynie jasne zasady i nacisk na zagadnienia etyczne może wspomóc nas, aby tych nadużyć i przekraczania granic było jak najmniej.