Odcinek 12 – A jednak musimy siedzieć w bunkrach… jak w nich nie zwariować?

Sytuacja światowa bardzo dynamicznie się rozwija. Ta jako nowa i nie do końca zrozumiała, bardzo potęguje nasz niepokój i obawy, ponieważ nie umiemy się w niej odnaleźć. Jak radzić sobie w czasie kwarantanny i częściowej izolacji? Zapraszam.
 


 

Dla tych, którzy wolą czytać niż słuchać, transkrypcja:

No i jednak przyszło nam się zabunkrować… zastanówmy się jak ten czas spędzić w miarę produktywnie, a może po prostu o zrobić, żeby w tym czasie nie zwariować i znaleźć w nim jakieś plusy?
Wojtek Cechowski, Pan od Stresu, Zapraszam.

Od mojego poprzedniego nagrania faktycznie cała sytuacja bardzo dynamicznie się zmieniała. Z dnia na dzień wręcz, coś nowego się wydarzało, zarówno jeżeli chodzi o rozprzestrzenianie się wirusa, jak i reakcję społeczną. Faktycznie w jakimś sensie zostaliśmy zabunkrowani… musimy przeżyć tę ogólnospołeczną kwarantannę, która została przez rząd ogłoszona, rozumiem, że w celach prewencyjnych i profilaktycznych, dzięki czemu mamy nadzieję uratować jak najwięcej ludzkich istnień. W pierwsze części tego dzisiejszego podcastu chciałbym, żebyśmy się zastanowili, dlaczego sytuacja kwarantanny jest dla każdego z nas trudnym czasem, budzącym różnego rodzaju lęk i niepewność. Natomiast w drugiej części chciałbym, żebyśmy porozmawiali sobie o tym, jak sobie z tą niecodzienną sytuacją radzić i jak przekuć ją w pewne pozytywne doświadczenie.

Nawiązując do mojego poprzedniego nagrania, w którym mówiliśmy o różnych rodzajach lęku społecznego, chciałbym, żebyśmy dzisiaj pomówili o pewnym przeciwieństwie, czyli sytuacji izolacji, która także niestety potrafi wywoływać lęk, czy wzbudzać w nas panikę. Pierwszą i główną rzeczą, jest kwestia tego, że znajdujemy się, tak jak ostatnio mówiłem, w nowej sytuacji pandemii ogólnoświatowej i ogólnokrajowej kwarantanny. Moje pokolenie i starsze pokolenia, już od wielu lat nie doświadczyły takiej sytuacji globalnej izolacji. Tego, że pojawia się lęk związany z wyjściem z domu. Z tą nową sytuacją wiąże się bardzo silna niepewność, trzeba jakoś się odnaleźć, do tej pory nie miałem żadnych ograniczeń, mogłem robić, co mi się podobało, oczywiście w granicach norm społecznych, jedynymi ograniczeniami były wyobraźnia, czas i pieniądze, natomiast w tym momencie zaleceniem jest to, żeby nie wychodzić z domu. Jest to drastyczne ograniczenie różnorodnych bodźców, które do tej pory do nas napływały, ciężko się nagle odnaleźć w sytuacji, kiedy mam nie wychodzić z domu, mam nie kontaktować bezpośrednio z ludźmi, kiedy nawet wyjście do sklepu jest raczej odradzane. Nawet kurierzy i dostawcy oczekują tego, że przesyłki będą opłacone wcześniej, kurier zapuka do drzwi i odejdzie, aby nie było kontaktu bezpośredniego. Z jednej strony to ograniczenie mojej swobody, a z drugiej ograniczenie kontaktu z ludźmi, do którego zaraz jeszcze przejdę. Pomyślałem teraz, że my często przecież marzymy sobie wszyscy o tym, żeby nie musieć iść do pracy, żeby móc popracować trochę z domu itp. a w momencie, kiedy zostaje nam to narzucone i to w dawce dużo większej niż nam się marzyło, to pojawia się w nas niepokój. Co do tych kontaktów z ludźmi, pomyślałem, że my nie raz mamy już dosyć różnych kontaktów, czy to z klientami, ze współpracownikami, czy wręcz z ludźmi na ulicach, czy też z rodziną. Z drugiej strony jednak w tym momencie, kiedy to nie jest moja decyzja o ograniczeniu kontaktu, a od górny zakaz kontaktu, a przynajmniej jego ograniczenie (nie popadajmy w paranoje), zaczynam nam tego brakować i w momencie, kiedy trwa to już kilka dni i nie możemy tego zmienić, bo to nie my nad tym panujemy, to czujemy się nieswojo. Przeżywamy deficyt kontaktów z ludźmi, człowiek jest zwierzęciem stadnym, potrzebujemy kontaktu z innymi. Więc kiedy jesteśmy izolowani, to czujemy się nieswojo, zaburza to nasze poczucie bezpieczeństwa, czujemy się najzwyczajniej w świecie samotni.

Jest jeszcze drugi aspekt tej izolacji, związany z kontaktami społecznymi, jesteśmy mianowicie „skazani” na naszych domowników i na intensywny, całodobowy kontakt z naszymi domownikami, czyli zazwyczaj naszą rodziną. Nie chciałbym, aby zabrzmiało to bardzo kontrowersyjnie, wyobrażam sobie jednak, że te kilka/kilkanaście dni takiego układu, możemy być bardzo frustrujący. Jesteśmy raczej przyzwyczajeni do tego, że widujemy się 3-4 godziny dziennie, bo pracujemy po 8/10/12 godzin i trzeba jeszcze kiedyś spać. A jeżeli teraz nagle mamy spędzać ze sobą prawie całą dobę, może to być mocno frustrujące i trudne dla nas wszystkich. Może dla niektórych będzie to taki czas, kiedy trzeba będzie nauczyć się ze sobą na nowo żyć, może czas, kiedy konflikty będą narastały, a może nawet czas, który zweryfikuje to, co nas łączy, co nas dzieli, co w ogóle tę relację buduje. Zdaje sobie sprawę, że brzmi to dość skrajnie, ale uważam, że taka jest prawda, podejrzewam, że niestety, ale część par może się rozstać po takim czasie… A może na szczęście? Bo będzie to sygnał, że nic nas nie trzymało ze sobą oprócz przyzwyczajenia? To oczywiście tylko gdybanie z mojej strony, ale obstawiam, że dla wielu rodzin będzie to trudny czas. Na pewno wiele też zależy od samych warunków lokalowych, w których żyjemy. Jeżeli mamy liczną rodzinę i mieszkamy w 2 pokojach, to ta intensywność kontaktu będzie zwielokrotniona, przez co myślę, że będzie jeszcze trudniej, bo każdy z nas potrzebuje czasem trochę odpoczynku i oddechu od wszystkich do około. Kiedy tego nie ma ze względów tych formalnych, bo nie wychodzimy za bardzo nigdzie i tych lokalowych, bo każdy nie ma swojego konta, gdzie mógłby się zająć sobą i swoimi sprawami, to będzie to bardzo frustrujące na dłuższą metę. Wcześniej może zabrzmiałem dość melodramatycznie, mówiąc o testowaniu związków, myślę po prostu, że tak intensywne przebywanie ze sobą na małej przestrzeni jest frustrujące i będzie dla każdej rodziny na dłuższą metę. Dobrze, jeżeli chociaż mamy swój dom albo większe mieszkanie, w którym każdy może mieć swój własny kąt, gdzie może chociaż na chwilę się zaszyć i odseparować od reszty.

Ostatnią rzeczą, która podtrzymuje w nas ten lęk to wszelkiego rodzaju fake newsy, czyli spreparowane wiadomości ze świata. Kiedy my siedząc w domu, nie mając często konkretnego zajęcia, przeglądamy Internet, czy telewizję, to cały czas napotykamy się na nowe informacje, o kolejnych podejrzeniach zakażeń, o kolejnych kwarantannach, zachorowaniach, zgonach niestety też, ale na szczęście jest ich dość niewiele jak na ilość podejrzeń, to potęguje paranoje w naszej głowie co do zagrożenia. A jeżeli dodatkowo pojawiają się informacje całkowicie wyssane z palca, jak choćby ostatni hit, że Trump próbuje załatwić sobie (Ameryce) wyłączność na szczepionkę na Koronawirusa i licytują się z Unią Europejską i to, kto ją będzie miał, no to ręce opadają… Oczywiście zostało to zdementowane, wiadomo, że wiele laboratoriów na całym świecie pracuje nad rozpracowaniem tego wirusa. Tego typu rewelacje dodatkowo podkręcają panikę społeczną. Jesteśmy ciągle bombardowani informacja tylko na ten temat, a włączcie którąkolwiek ze stacji informacyjnych, całą dobę mówią jedynie o tym, a przecież co kilka minut nowe fakty się nie pojawiają, więc muszą po kilkanaście razy mówić o tym samym, zapraszać coraz to nowych ekspertów, którzy powtórzą dokładnie to samo co ci poprzedni itd. Szkoda mi też tych dziennikarzy, którzy są w tym zanurzeni cały czas i myślę, że oni sami muszą mieć już niezłą paranoję w głowach.

Zastanówmy się teraz jak sobie z tą sytuacją radzić, żeby nie zwariować… Zacząłbym od końca, czyli od nadmiaru informacji w mediach. Podstawową obroną przed ogólnospołeczną paranoją jest bardzo duże ograniczenie informacji do nas napływających nt. Koronawirusa. Nie włączajcie telewizji informacyjnych, nawet do Internetu za często nie zaglądajcie… tam przede wszystkim szerzą się wszystkie fake newsy. Wiadomo, że Internet jest pierwszą rzeczą, po jaką sięgamy, kiedy tylko mamy chwilę, jako społeczeństwo uzależnione od Internetu. Wyszukujcie różne rzeczy, które was interesują, ale omijajcie informacje o Koronawirusie. Uwierzcie mi, że nie dowiecie się tam niczego nowego istotnego i czy naprawdę taką różnicę wam robi, że o kolejnych 15 zarażeniach dowiecie się teraz, czy o kolejnych 25 wieczorem? Co to zmienia? Wy siedzicie w domu, wiecie dobrze o tym, że będą kolejne zarażenia, bo niestety taka jest tendencja i przewidywania naszych epidemiologów, a wszyscy staramy się spowolnić ten proces, aby dać czas specjalistom na opracowanie sposobów leczenia i profilaktyki zarażeń, a po drugie minimalizujemy szanse na zarażenie i chociaż przewidują, że liczba zarażonych wzrośnie o przynajmniej jedno zero, to nie musi to oznaczać wzrostu liczby zgonów, co pokazuje sytuacja Niemiec, gdzie liczba zgonów w stosunku do zarażeń jest bardzo mała. Musimy jednak zastosować się do tych wszystkich zaleceń, aby to ryzyko minimalizować. Pierwsza rzecz, nie śledźmy na bieżąco informacji o Koronawirusie. Tylko będzie to karmiło naszą paranoję.

Druga rzecz, o której już wcześniej wspomniałem, to stosujmy się do zaleceń, zadbajmy o higienę, trzymajmy wszystko zdala od naszej twarzy, bo to jest główna droga zarażania, a z drugiej strony ograniczmy kontakty z innymi ludźmi, wtedy szansa na zarażenie drastycznie spadnie, zarówno tego, że my się zarazimy, jak i tego, że my zarazimy kogoś, nie możecie mieć pewności czy nie jesteście zarażeni. Po pierwsze choroba ta ma długi czas inkubacji, dlatego 2 tyg. kwarantanny, a po drugie, część osób przechodzi ją praktycznie bezobjawowo, więc nie wiecie, czy nie zarażacie. A w przychodniach nie ma testów bezpośrednio na Koronawirusa, tym bardziej że przychodnie normalnie nie funkcjonują, przede wszystkim udzielają konsultacji telefonicznych i wydają e-recepty, czy e-zwolnienia. Ta izolacja od ludzi dotyczy przede wszystkim osób starszych i schorowanych, o obniżonej odporności, oni stanowią grupę największego ryzyka. To są, myślę takie trywialne podstawy, o których wszyscy zapewne słyszeliście wielokrotnie.

Natomiast kiedy dostosujemy się już do tych zaleceń, no to co dalej? Jak przetrwać w tych czterech kątach? Albo samemu, albo z najbliższym. Uważam, że najistotniejsza jest nasza interpretacja całej sytuacji, czyli jak będziemy do tego podchodzić. Jeżeli będziemy podchodzić do tego z lękiem i niepewnością, poczuciem bycia skazanym na te cztery ściany i osoby, to faktycznie będzie to katorga i będzie bardzo trudno „nie zwariować”. Myślę, że to nastawienie odgrywa kluczową rolę, bo jeżeli spojrzycie na to jako pewnego rodzaju prezent, czas, który możecie dowolnie zagospodarować, przede wszystkim naszymi pasjami, ciekawymi aktywnościami, to naprawdę dużo możemy zyskać. Zobaczcie sami, to jest czas, kiedy mamy dużo więcej wolnego, nie zależnie od tego, czy nie chodzicie w tej chwili do pracy, czy też chodzicie normalnie, ale po pracy i tak dużo więcej czasu spędzacie w domu. Wreszcie możemy go spożytkować na to, na co od dawna nie mogliśmy sobie pozwolić. Możemy nadrobić zaległości, jeżeli chodzi o filmy i seriale, o książki, o dokształcanie się również, w jakiejś dziedzinie, na którą wcześniej nie było czasu. Również, jeżeli chodzi o spełnianie czasu z najbliższymi, na pewno nie jedno z was może jasno powiedzieć, że dawno nie miało na tyle czasu, żeby ze swoim partnerem/partnerką fajnie spędzić czas, czy też, żeby pobawić się z dziećmi, poświęcić im wreszcie więcej czasu. Można to bardzo fajnie wykorzystać, wymaga to na pewno trochę inwencji twórczej i chęci oczywiście, ale myślę, że większość z nas je w sobie z łatwością odnajdzie.

Z tym wiążę się kolejny punkt, mianowicie odwrócenie uwagi od tej globalnej paniki. Kiedy zajmiecie się swoimi zainteresowaniami, spędzaniem czasu z najbliższymi itd. To automatycznie nie będziecie myśleć o tej paranoi na zewnątrz. Do takich przemyśleń doprowadziło mi zdanie mojej żony, że kiedy skończymy oglądać jakiś zaległy film, to aż takie dziwne uczucie się pojawiło, że było tak normalnie, człowiek nie myślał, o tym, co się dzieje na zewnątrz, było przez chwilę normalnie. To jest kluczowe… żebyśmy tę chwilę normalności przedłużali jak to tylko możliwe, bo kiedy wracamy myślami do nietypowej sytuacji, w której obecnie jesteśmy, to znowu wpadamy w paranoję i niepokój. Pewnie większość z nas ma takie myśli gdzieś z tyłu głowy, że przecież zagrożenie jest nikłe, śmiertelność jest nieduża, zagrożenie dla nas w sile wieku jest bardzo małe, ale jest pewnie zagrożenie jednak… co by było, jakbym zachorował? Apokaliptyczna wizja nam się tworzy w głowie. Odwracajmy naszą uwagę, bo właśnie na to mamy czas i przestrzeń teraz. To, że będziemy się tym zamartwiać i śledzić każdą informację, nic nam nie da, ani lepiej nie zadbamy przez to o siebie i najbliższych, ani też globalnie światu nie pomożemy. Bardzo fajne zdanie przeczytałem na Facebooku ostatnio: wreszcie każdy z nas może być superbohaterem, Ty też możesz być superbohaterem, nie robiąc nic, nie wychodząc po prostu z domu. Każdy z nas dzięki temu może być superbohaterem, bo nie będzie dzięki temu ryzykował i swojego i innych osób życia i zdrowia. Także, nie wariujmy i korzystajmy z tego, co nam się przytrafiło. I śmiejmy się. Humor jest najlepszym remedium na różnego rodzaju troski i niepewność, która nas męczy. Śmiejmy się, żartujmy sobie i nie popadajmy w paranoję.

Miałem na tym zakończyć, ale pomyślałem jeszcze o jednym wątku, który warty jest poruszenia. Mianowicie o osobach, które są w trudnej sytuacji w tym momencie, tzn. osoby zarażone i ich najbliżsi, dla nich myślę, że ta panika społeczna jest jeszcze gorsza, oni mogą sobie zdawać sprawę, że śmiertelność jest niewielka i tak naprawdę dobre 90% zostaje wyleczona. Jednak na pewno pojawiają się myśli, co jeżeli u mnie akurat ta choroba znajdzie słabe punkty, przez które będę bardzo ciężko ją przechodził, albo niestety umrę, myślę, że dotyczy to wszystkich, którzy bezpośrednio mają kontakt z tym wirusem. Dlatego też myślę, że nastawienie psychiczne jest bardzo ważne, jeżeli te osoby będą się tylko zamartwiać, będą utrudniać sobie samym wyzdrowienie, jeżeli my psychicznie się poddajemy, to nasze ciało także się poddaje, albo przynajmniej dużo gorzej sobie radzi. Z drugiej strony pomyślałem o osobach, które ze względów ekonomicznych są w trudnej sytuacji. Część osób, która jest na etatach, może się dobrze czuć, bo nawet jest mniej pracy w tej chwili, ale część osób, szczególnie przedsiębiorców, czy osób zatrudnionych na umowach zlecenie, czy o dzieło, gdzie nie pracujesz, nie zarabiasz. Jeżeli teraz nie ma pracy, nie ma pieniędzy i może przez to nie będzie czego do garnka włożyć, jeżeli ktoś nie miał oszczędności. Dlatego też rozumiem, że jest to grupa także zagrożona, nie samą chorobą, a tym razem kryzysem ekonomicznym. Na pewno w takiej sytuacji także, ciężko sobie radzić i przejść do porządku nad tym, co się teraz dzieje i wesoło korzystać z wolnego czasu, jeżeli nie wiem, czy nie będę musiał zamknąć firmy, albo z czego będę żył. Banki i nasz rząd powoli starają się wprowadzać jakiegoś rodzaju pomoc, jak odraczanie spłat kredytów, czy składek, nie zmienia to faktu, że sytuacja jest trudna i nie wiadomo co rząd dokładnie zaproponuje. Mam nadzieje, że coś sensownego wymyślą, bo rozumiem, że dużo jest osób w takiej sytuacji i każdy dzień tej kwarantanny to są miliony strat i może każdego dnia pada jakaś mała firma. Myślę, że dla tych osób najważniejsze jest to, aby teraz spokojnie usiąść, może właśnie z najbliższymi, czy ze współpracownikami i zastanowić się jak można straty zminimalizować i przeczekać obecną sytuację. Niektórzy się chwilowo przebranżawiają, niektórzy zmieniają sposób funkcjonowania, myślę, że jest szereg różnych wyjść, pewnie nie dla każdego… Zastanówcie się porządnie, co można zrobić, nie licząc jedynie na pomoc rządu, to my sami musimy o siebie zadbać przede wszystkim. Jeżeli wy tego nie zrobicie, to rząd też cudów tutaj nie zdziała. Mogę jedynie powiedzieć, że trzymam kciuki, aby jak najmniej osób z tego ekonomicznego punktu widzenia ucierpiało, tak samo, jak oczywiście ze zdrowotnego punktu widzenia.

Skończyłem mało wesoło… tak czy siak spróbujcie po prostu skorzystać z tego czasu, który dostaliście w tym momencie, myślę, że można go produktywnie spędzić. Zarówno w sensie własnego rozwoju, jak i w sensie kontaktów rodzinnych. Ograniczcie koniecznie ilość informacji napływających do was na temat Koronawirusa, będziecie wtedy na pewno znacznie zdrowsi.
Myślę, że czas kończyć, życzę wam wszystkim dużo zdrowia, mam nadzieję, że w ciągu najbliższych tygodni sytuacja się unormuje i już niedługo wszyscy będziemy mogli odetchnąć z ulgą.
Dużo zdrowia życzę wam wszystkim i do usłyszenia za tydzień.